Jest to pierwszy artykuł o ,,Piwnicy"; ukazał się w ,,Dzienniku Polskim" w końcu maja 1956 r.


   
,,POD BARANAMI"

   Wchodzi się jak zawsze do Domu Kultury;  jednakże po wejściu na dziedziniec zamiast iść prosto i na lewo, trzeba zaraz skręcić na prawo, potem zobaczysz ukryte wąskie schodki, duże żelazne drzwi - lekko uchylone, znowu schodki znacznie szersze i kręte; zapomniane, solidnie zakurzone, ogromne gipsowe popiersie; stłumione głosy i towarzyszące im uderzenia żelaznych narzędzi. To właśnie tu! Do tej największej z gotyckimi żebrami i kominkiem w ścianie trzeba się dostawać z mniejszej kwadratowej piwniczki, z której prowadzi również przejście do labiryntu małych o wielu urokach pomieszczeń. Właśnie w tej największej gotyckiej, reprezentacyjnej salce rozwalali poprzeczny a solidnie wybudowany murek.
     Gromada umorusanych ociekających potem chłopców i jedna dziewczyna. Blondynka.
     Chwila przerwy i:
     - To wy?
     - Tak, my, a co?
     - Podobno zakładacie klub?
     - Nie....!
     - Organizacja, Stowarzyszenie?
     - Nie....!
     - Egzystencjaliści?!
     - Skądże!!!
     - Teatr, kabaret, nocny lokal?
     - Ach nie, nie.
     - No więc?
     - Po prostu piwnicę - oznajmił jeden z nich. - Chcemy sobie otworzyć piwnicę.
     - Sobie?
     - No nie tylko... to właśnie koledzy ze szkoły aktorskiej... to muzyczna... ten gra a tamten komponuje... a to ASP, absolwenci, konserwacja, rzeźba... tamci dwaj, to architekci, pracują już samodzielnie od trzech lat... reszta u nas dopiero zaczyna...
     - No a ja jestem historykiem sztuki - odrzekłem na tę prezentację.
     - Jeżeli chcecie to porozmawiajcie także z innymi...
     Wszystko jedno czy rzeźbią, malują, komponują czy recytują wiersze. Wszyscy mówią o tym, że muszą się wreszcie ze sobą spotkać, że od tego wspólnego spotkania zależy w tej chwili najwięcej. Owej konieczności wzajemnego poznania się i stałego, niemal codziennego kontaktu nie zastąpią ani ,,Szkice" wydawane przez absolwentów ASP, ani tym bardziej czwartkowe zabawy w ,,Casanowie" czy ,,Michaliku".
     - Chcemy się ze sobą kontaktować poza wszelkimi oficjalnymi zaleceniami. Nie będziemy dłużej owymi ,,samotnie błąkającymi się kotami". Musimy wreszcie sami stanowić o sobie wg. popularnej zasady ,,nic o nas bez nas", a do tego konieczna jest przecież pobieżna chociaż znajomość własnych spraw. Nie stawiamy sobie żadnych apriorycznych programów. Uwolnić się od schematów starych, nie przyjmować nowych, to chyba nasze największe marzenia. Przede wszystkim jednak zrozumieć i poznać siebie. A jako że do tego konieczne jest jakiekolwiek pomieszczenie, musieliśmy zejść do podziemi przygarnięci przez Dom Kultury.
     Zapał towarzyszy przy rozwalaniu niepotrzebnego murku i on chyba pomoże w otwarciu owej podziemnej, o tajemniczej jeszcze nazwie, siedzibie ,,Pod Baranami". Są przekonani, że się spotkają i dogadają; o ile los i dyr. Grzyb pomoże - skutki nie będą na pewno opłakane.
 

PIOTR SKRZYNECKI